Zaczęło się od dnia jego narodzin,
później scena „Śmierci” Voldemorta, wszystkie poniżenia,
które sprawili mu Dursley'owie, Hagrid wywalający drzwi starej
chaty na klifie, list, pierwsze prezenty na święta, smok, walka z
Voldemortem, powrót do Dursley'ów, lot samochodem, dziwne syki... i
tak dalej, i tak dalej...
Mógł tylko patrzeć jak mijało jego życie. Obserwować i wychwytywać wszystkie błędy swojej młodości, wszystkie szczęśliwe chwile, ale także bóle i zmartwienia.
Poczuł ukłucie w sercu na wspomnienie zdrady. Zdrady swoich przyjaciół.
Może nie zawinili za bardzo...
Ron tylko powiedział na głos to, co chodziło Harry'emu po głowie od dawna.
A właściwie potwierdził wcześniej wypowiedziane słowa Dumbledore'a.
Mógł tylko patrzeć jak mijało jego życie. Obserwować i wychwytywać wszystkie błędy swojej młodości, wszystkie szczęśliwe chwile, ale także bóle i zmartwienia.
Poczuł ukłucie w sercu na wspomnienie zdrady. Zdrady swoich przyjaciół.
Może nie zawinili za bardzo...
Ron tylko powiedział na głos to, co chodziło Harry'emu po głowie od dawna.
A właściwie potwierdził wcześniej wypowiedziane słowa Dumbledore'a.
Od czasu jak je usłyszał, Harry
musiał zaakceptować swój los. Nie było to łatwe, ale – wbrew
pozorom – bardzo dobrze potrafił ukrywać swoje uczucia.
Za uśmiechem, który kierował do
swoich „przyjaciół”aż do końca wojny, kryły się pogarda,
smutek i nienawiść.
A potem odegrał swoją rolę, zginął walcząc z Czarnym Panem. I trafił tutaj.
Owo „tutaj” było krainą, w której mógł obejrzeć swoje życie, a później iść dalej, nie wiadomo gdzie.
A potem odegrał swoją rolę, zginął walcząc z Czarnym Panem. I trafił tutaj.
Owo „tutaj” było krainą, w której mógł obejrzeć swoje życie, a później iść dalej, nie wiadomo gdzie.
Spokojny, bądź zaniepokojony.
Zadowolony ze swojego losu, bądź
obwiniający się za wszystkie swe porażki.
Uśmiechnięty, bądź przygnębiony.
Nieistotne były jego uczucia. Jego przeznaczeniem było iść dalej.
- Nie sądzisz, że za dużo jest tych „przeznaczeń”? - odezwała się postać, odziana w czarne szaty, zza których nie wystawał nawet najmniejszy kawałek skóry. Prawdopodobnie bezbłędnie odczytała myśli chłopca.
Harry wzdrygnął się. Do tej pory nie zdawał sobie sprawy z tego, że nie jest tu sam.
Teraz mógł zauważyć, że oprócz niego jest tu jeszcze kilkanaście innych osób. Część z nich nawet znał osobiście.
Niedaleko niego siedział Fred, patrząc w przestrzeń pustym wzrokiem.
Nieistotne były jego uczucia. Jego przeznaczeniem było iść dalej.
- Nie sądzisz, że za dużo jest tych „przeznaczeń”? - odezwała się postać, odziana w czarne szaty, zza których nie wystawał nawet najmniejszy kawałek skóry. Prawdopodobnie bezbłędnie odczytała myśli chłopca.
Harry wzdrygnął się. Do tej pory nie zdawał sobie sprawy z tego, że nie jest tu sam.
Teraz mógł zauważyć, że oprócz niego jest tu jeszcze kilkanaście innych osób. Część z nich nawet znał osobiście.
Niedaleko niego siedział Fred, patrząc w przestrzeń pustym wzrokiem.
Dalej był Colin Creevey, ten
wkurzający dzieciak, który zawsze robił Harry'emu zdjęcia. Teraz
też siedzi i patrzy nie wiadomo gdzie.
Było tu ich więcej. Angelina Johnson, Lavender Brown, Zachariasz Smith, Dean Thomas, a nawet Draco Malfoy... Ale najbardziej ze wszystkich, Potter zwrócił uwagę na zakapturzoną postać. Tą, która tak niedawno się do niego odezwała.
Było tu ich więcej. Angelina Johnson, Lavender Brown, Zachariasz Smith, Dean Thomas, a nawet Draco Malfoy... Ale najbardziej ze wszystkich, Potter zwrócił uwagę na zakapturzoną postać. Tą, która tak niedawno się do niego odezwała.
- Czym Ty jesteś? - zapytał.
- Właśnie zginąłeś. Kim może być
odziana na czarno postać, która potrafiła obudzić Cię z transu?
Jestem Śmiercią, Harry.
Właściwie to Potter nie był tym
zaskoczony. Ta myśl zaświtała mu w głowie, gdy tylko zobaczył to
monstrum, co miał przed sobą.
- Tak? A więc idziemy już „dalej”?
- Nie, spokojnie. Nigdzie nie idziesz – powiedziała Śmierć. A gdy zobaczyła zdziwienie na twarzy Harry'ego, dodała: - Przynajmniej jeszcze nie. Najpierw musimy poważnie porozmawiać. Ale do tego potrzebna nam jeszcze jedna osoba – wskazała na Voldemorta, siedzącego w lekkim oddaleniu od innych. Dopiero teraz zauważył, że on też tu jest. - Nie chcę się później musieć powtarzać.
- Nie, spokojnie. Nigdzie nie idziesz – powiedziała Śmierć. A gdy zobaczyła zdziwienie na twarzy Harry'ego, dodała: - Przynajmniej jeszcze nie. Najpierw musimy poważnie porozmawiać. Ale do tego potrzebna nam jeszcze jedna osoba – wskazała na Voldemorta, siedzącego w lekkim oddaleniu od innych. Dopiero teraz zauważył, że on też tu jest. - Nie chcę się później musieć powtarzać.
Jak teraz się rozejrzał to zobaczył
też wielu śmierciożerców.
Bellatrix kucająca najbliżej swojego pana, też patrząca w przestrzeń, widząc tylko sobie znane obrazy.
Macnair. Harry doskonale pamiętał moment jego śmierci. To był pierwszy raz, gdy widział naprawdę wściekłego Hagrida.
Bellatrix kucająca najbliżej swojego pana, też patrząca w przestrzeń, widząc tylko sobie znane obrazy.
Macnair. Harry doskonale pamiętał moment jego śmierci. To był pierwszy raz, gdy widział naprawdę wściekłego Hagrida.
Dołohow. Fliftick przy nim pokazał,
że nadal jest mistrzem pojedynków.
I kilkanaście osób, których Potter
kojarzył tylko z widzenia, albo nie znał wcale.
- A więc go obudź – rzekł wreszcie
Harry do Śmierci. - Nie traćmy czasu. Mów co masz powiedzieć i
znikajmy stąd.
- „Tracenie czasu”? My teraz jesteśmy ponad czasem. On nie płynie. Ale zacznie, jeśli będę tego chciał...
- „Tracenie czasu”? My teraz jesteśmy ponad czasem. On nie płynie. Ale zacznie, jeśli będę tego chciał...
- Nieważne, nieważne... Miejmy to już
za sobą, co?
- Właściwie... Jeśli chcesz, możemy
mieć to za sobą.
Wszystko zrobiło się białe. Cały świat był tylko jednym jej odcieniem.
Harry – który w tamtym momencie też stanowił część tej wszech istniejącej bieli – przywoływał wspomnienia z rozmowy, której przecież nie było.
Wiedział, gdzie się znajduje, gdzie
się zaraz pojawi, co będzie się działo i kto będzie razem z
nim.
Wiedział to, lecz teoretycznie nikt mu tego nie powiedział.
To było dziwne uczucie.
Móc wspomnieć to, co się wcale nie wydarzyło.
I wiedzieć, że inni uczestnicy rozmowy – której nie było - też mają te wspomnienia.
Wspomnienia dziwnych i nieprawdopodobnych słów Śmierci.
Coś o Dumbledorze, który chciał – teraz już chyba „chce” - przejąć władze nad ministerstwem i mugolami, ale robi to powoli i niezbyt skutecznie.
O tym, że chciał zrobić to siłą, gdy Voldemort – jego przeciwnik w dążeniu do tego celu – na zawsze zginie.
Że Czarny Pan często w przeszłości – teraz już przyszłości – powstrzymywał jego ataki, jako widmo włamując się w ciała innych ludzi i – na miarę swoich (niewielkich wtedy) możliwości – atakując sprzymierzeńców i broniąc cele starego czarodzieja.
Wiedział to, lecz teoretycznie nikt mu tego nie powiedział.
To było dziwne uczucie.
Móc wspomnieć to, co się wcale nie wydarzyło.
I wiedzieć, że inni uczestnicy rozmowy – której nie było - też mają te wspomnienia.
Wspomnienia dziwnych i nieprawdopodobnych słów Śmierci.
Coś o Dumbledorze, który chciał – teraz już chyba „chce” - przejąć władze nad ministerstwem i mugolami, ale robi to powoli i niezbyt skutecznie.
O tym, że chciał zrobić to siłą, gdy Voldemort – jego przeciwnik w dążeniu do tego celu – na zawsze zginie.
Że Czarny Pan często w przeszłości – teraz już przyszłości – powstrzymywał jego ataki, jako widmo włamując się w ciała innych ludzi i – na miarę swoich (niewielkich wtedy) możliwości – atakując sprzymierzeńców i broniąc cele starego czarodzieja.
Że, jeszcze jako Tom Riddle dowiedział
się o celach jego – wtedy jeszcze – nauczyciela Transmutacji.
I właśnie dlatego zaczął tworzyć swoją armię, by stanąć naprzeciw Albusa Dumbledore'a.
A później dowiedział się o przepowiedni, dotyczącej tego, że Mugole odkryją magiczny świat i zaatakują czarodziejów.
I właśnie dlatego zaczął tworzyć swoją armię, by stanąć naprzeciw Albusa Dumbledore'a.
A później dowiedział się o przepowiedni, dotyczącej tego, że Mugole odkryją magiczny świat i zaatakują czarodziejów.
Dlatego też zaczął otwarcie atakować
mugoli i mugolaków. A także zdrajców krwi, domyślając się, że
to przez nich niemagiczny świat zaatakuje ten magiczny.
Że po śmierci Harry'ego i Voldemorta
nastąpił wybuch magiczny, który odczuli także mugole.
Który zapoczątkował (zapoczątkuje? Ten czas jest skomplikowany – pomyślał Harry.) badania na temat magii i doprowadzi(ł) do wojny między stronami magiczną i niemagiczną.
A w ostateczności do wyniszczenia obydwu tych światów.
Który zapoczątkował (zapoczątkuje? Ten czas jest skomplikowany – pomyślał Harry.) badania na temat magii i doprowadzi(ł) do wojny między stronami magiczną i niemagiczną.
A w ostateczności do wyniszczenia obydwu tych światów.
Dlatego też teraz Harry, Voldemort i
Draco Malfoy (który z jakiegoś powodu został w to wmieszany przez
Śmierć. Nikt nie wie z jakiego. Twierdziła tylko, że trzy
ratujące świat osoby są bardziej dramatyczne niż dwie. I będą
jak trzej muszkieterowie – ta nazwa mówiła coś tylko Harry'emu.)
zostaną cofnięci w czasie do pierwszego spotkania Pottera z Czarnym
Panem.
Co ma z tym wspólnego Malfoy...
Nie wie nikt.
Nie wie nikt.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz